blog o podróżach w głąb hiszpańskości i w poprzek Hiszpanii
, spacery po tekstach i miejscach, doświadczanie drogi szkicowane rękoma nomadycznej duszy

środa, 10 sierpnia 2016

taken from travel


W ostatnich latach zmieniłam kierunek podróży i zamiast na Półwysep Iberyjski bardziej gna mnie w różne rejony Europy, głównie na Bałkany. W każdą wyprawę zabieram ze sobą aparat i próbuję robić notatki obiektywem. To rodzaj uzależnienia. Nawet, gdy nie mam czym zrobić zdjęcia, i tak kadruję rzeczywistość przed moimi oczami. Zapraszam Was do mojego świata obrazów - fotografii zdjętych w podróży, czy raczej taken from travel.


http://takenfromtravel.blogspot.com/


czwartek, 26 grudnia 2013

sanktuarium A Virxe da Barca w Muxíi płonie


Nad brzegiem oceanu, na końcu świata, blisko Finisterre, na kamienistym zboczu gładzonym przez rozszalałe fale stoi klasztor. Poświęcono go Nosa Señora da Barca, Pani Naszej, Dziewicy z Łodzi (wszelkie zbiegi okoliczności dotyczące nazw i miejsc nie są zamierzone). Legenda głosi, że Święta Dziewica przypłynęła w te strony, by podtrzymać na duchu apostoła Santiago dającego świadectwo prawdzie o Jezusie. Resztki kamiennej łodzi, na której do Muxíi dotarła Maryja, rozniosły się po okolicy i można oglądać je tam do dzisiaj. To na nich zbudowano kapliczkę dedykowaną Panience, potem klasztor - Santuario da Virxe da Barca. W pamięci ludzi wiedza o jego początkach zatarła się w czasie. Kult Dziewicy łączył się ze starszymi wierzeniami w magię megalityczną. Marynarze modlili się do Maryi, by ta chroniła ich statki przed rozbiciem się na tym Wybrzeżu Śmierci (Costa da Morte), pielgrzymi obmywali się tutaj przed postawieniem swoich ostatnich kroków na drodze ku Santiago. 

Muxia
Muxia

Średniowieczni budowniczowie stawiali katedry w nadziei, że zachowają ukryte w nich treści. Jedną księgę łatwo zniszczyć, jednego człowieka również, ale wielka budowla będzie stać i przekazywać zawartą w niej wiedzę na wieki. Wydawałoby się, że kamień nie płonie. Chyba że dzieje się to za sprawą sił wyższych. Wtedy strzeżcie się wszelkie ziemskie stworzenia - żywe i te nieożywione!

W Dzień Bożego Narodzenia z nieba odezwał się głos. Zab/grzmiał potężnie i padł. Wprost na sanktuarium A Virxe da Barca w Muxíi. Bóg zszedł z nieba pod postacią gromu, a Dziewica porodziła syna.

foto by Rober Santiago Bass
  

niedziela, 16 czerwca 2013

radiowe podróże literackie

          
          Zapraszam Was do słuchania audycji Podróże literackie dziś o 21:00 w Radiu Łódź. Autorki blogów septimo-piso oraz szkice hiszpańskim piórkiem opowiadać będę o swojej Hiszpanii.

 http://www.radiolodz.pl/serwis/


   

środa, 12 czerwca 2013

hiszpańska fiesta według Katarzyny Kobylarczyk


Czasem słowa materializują się. Pisać na blogu, to nie to samo co pisać dla wydawnictwa. Książki pachną, kartki szeleszczą, rękopisy (maszynopisy?) nie płoną. Niechby nawet spłonęły tysiące fallas każdego roku, to słowa o nich zapisane i wydrukowane pozostaną.

Pozostaną zatem słowa o ulotnym pyle z landrynek z Vilanovej, zagojonych już ranach po wielogodzinnych bębnieniach w Calandrze, krwawych ranach na ciele samobiczownika z San Vicente de la Sonsierra, domniemanych meigas w Cervo, po starej tancerce flamenco w karczmie gdzieś między Kartageną a Mazarrón...
Pozostaną również niespełnione nadzieje, stracone złudzenia, zatrute jabłka pożądliwej wyobraźni, nieosiągalne marzenia i niezrozumiałe melancholijne tęsknoty jak choćby te po szatańskim wietrze - tramontanie i niegdysiejszych piaskach i wiatrach Cadaqués. Mimo że el viento satanico po raz ostatni widział Dali, Duchamp, a może Marguez, pewien napis na azulejo w Aledo uspokaja: "Nie pędź, czas się nie kończy". Zawierzmy mu. Zawierzmy słowom, które być może wskrzeszą dla strudzonego wędrowca prawdziwą tramontanę.
Dzięki wnikliwemu oku Katarzyny Kobylarczyk, jej uważnemu uchu i giętkiemu językowi pozostaną jeszcze miliony innych słów o tysiącach niepowtarzalnych wydarzeń. Wydarzeń w miejscach odciętych od świata, z dala od fleszy i błysków obcych najeźdźców. Tam, gdzie z uporem i pasją dociera autorka Pyłu z landrynek, niewielu zawitało. Chociaż tam, gdzie było wielu, ona również postawiła swoje stopy. KK mieszkająca w siódmym niebie na septimo-piso.blogspot.com, dzielnie przemierzająca dzikie i szalone od fiest ziemie iberyjskie już jutro stanie na ziemi łódzkiej, by słowom nadać brzmienie. Bądźcie tam z nami. Posłuchajcie jej słów na wypadek, gdyby (uchroń nas Boże) rękopis miał spłonąć, by móc opowiadać jej historie dalej.
Pozwólcie jednak, że ostrzegę Was nieco, bo "na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę. Ubranie, która można zniszczyć, żadnych łatwopalnych ortalionów, szczoteczka do zębów, twarde buty, aparat fotograficzny, folia do osłonięcia obiektywu. Trzeba być gotowym na tłum, na wielki ścisk, na rozpasane, pijane miasto, na kłęby duszącego dymu, na wybuchy, na jęzory ognia, na potop wody i wina, na wrzask i ogłuszający hałas, na niebezpieczne zwierzęta, na widok krwi. Na niebezpieczeństwo. Na chaos. Tak, chaos - przynajmniej pozorny - jest jakąś cechą wspólną tego wszystkiego".
No to do jutra!
Aha! I nie przychodźcie broń boże nie w porę! "Trzeba być szalonym, żeby przyjechać tu w środku dnia, w świętej porze sjesty. Albo być cudzoziemcem. Cudzoziemcy są szaleni z natury, mają wiecznie rozregulowane zegarki, bozy głupcy, nigdy nie wiedzą, kiedy jeść, kiedy spać, kiedy podróżować".

13 czerwca 2013 r., godz. 19:00, Dom Literatury w Łodzi
 

Pył z landrynek, Katarzyna Kobylarczyk



sobota, 20 kwietnia 2013

septimo-piso: Pył z landrynek


Znakomite wieści! Zaglądajcie na septimo-piso:

septimo-piso: Pył z landrynek: Chyba już dłużej nie mogę się ukrywać :) Zwłaszcza, że zaraz wszystko i tak się wyda... Otóż: 10 kwietnia w księgarniach powinna poj...

czwartek, 28 marca 2013

wędrowność


          Wędrowcami jesteśmy wszyscy, wszyscy bez wyjątku. Tak było, odkąd istnieją ludzie, i tak będzie zawsze. Od najstarszych plemion koczowniczych aż po dzisiejszego turystę, od wypraw łupieżczych aż po najnowsze ekspedycje naukowe jakkolwiek różniłyby się powody, wędrowność pozostaje. Pieszo, konno, na kołach, parą, elektrycznością, benzyną i cokolwiek jeszcze może nastąpić: środki są obojętne, wędrówka trwa. Czy idę do gospody, czy okrążam świat: wędruję. I ze mną wędrują wszystkie zwierzęta, raz tu, raz tam. Nasza stara ziemia poprzedza nas swym wielkim przykładem. Pęd! Prawo przyrody! Możesz być najbardziej zmęczony, ale musisz nadążać, coraz dalej!... Prawdziwy spokój jest wtedy dopiero, gdy się zakończy wędrówkę. I wszyscy cieszą się na to w skrytości, tylko się nie przyznają. Wielu nawet o tym nie wie. Są i tacy, co przeszli już szmat drogi i nie chcą więcej wędrować, albo leżą w łóżku chorzy, albo w ogóle nie mogą wędrować, więc podróżują we własnym mózgu, w imaginacji, także i ci mogą zajechać daleko, daleko... ale stać w miejscu - nie, tego nie ma!
Alfred Kubin, Po tamtej stronie, przeł. Anna M. Linke, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 49.

  

środa, 21 listopada 2012

sangría - napój zapomnienia



          Kiedy pewnego ciepłego wieczoru w półmroku letniego ogrodu pojawi się tajemniczy Hiszpan, bądź pewna, że czeka cię uczta dla zmysłów i ducha. Trzy plasterki cytryny, trzy pomarańczy, woda mineralna, duży kieliszek (nie od szampana), trzy łyżeczki cukru - powie José niskim uwodzącym głosem. Ot tak, dla kolorytu dopowie jeszcze słów kilka o rozkosznej przyprawie: w Walencji dodają goździki, ale w Kordobie wolą delikatniejszy smak, by na koniec podać ci szklankę z krwistym napojem. Na upojne efekty nie trzeba będzie długo czekać. Sangría bowiem ukoi duszę, tchnąwszy w nią uprzednio ducha zapomnienia i... zaspokojenia! Działa ona na wszystkich, którzy choć raz jej spróbują. Zaspokaja pragnienie tych, którzy ją piją. Nawet te głęboko ukryte. Nie wierzysz? Zobacz Giuliettę i duchy Felliniego, a potem do wina dodaj trzy plasterki cytryny, trzy pomarańczy...
         


sangría



A nieco przyziemniej? Tak, po wypiciu kilku kieliszków może być przyziemnie! 

Składniki: wino czerwone wytrawne, cytryna, limonka, pomarańcza, jabłko rum/wódka, cukier, sok pomarańczowy, woda mineralna, cynamon, goździki ...

Spokojnie możesz eksperymentować! Zarówno ze składnikami, jak i z proporcjami.


   

czwartek, 1 listopada 2012

szaleństwo królowej



Joanna I Kastylijska


          Z miłości najtrwalej szaleje się w Hiszpanii. W fermencie iberyjskiego powietrza czai się obłęd. Nie ma żadnego rozumu, który by okiełznał żywioł namiętności każący przemierzać połacie ziemi w poszukiwaniu ukojenia. I nie mówię dziś o słynnym (o)błędnym rycerzu, ani o innych postaciach z dna liter. Dziś mówię o kobiecie - córce potężnych i fanatycznych Królów Katolickich. Mówię o kobiecie, która z miłości rodziła jedno dziecko po drugim, która z zazdrości popadła w obłęd i która w pasji nocami wiozła gnijące ciało swego ukochanego z Burgos aż po Granadę. Ciało coraz bardziej cuchnęło i nic nie mogło powstrzymać rozkładu. Ale było to ciało Filipa. Tego, któremu dano przydomek Piękny. Tak. To, co woziła ze sobą Joanna, to szczątki Felipe I de Habsburgo, zwanego Hermoso. Felipe El Hermoso...



Felipe y Juana: El Hermoso y La Loca



           Właśnie dziś o niej pomyślałam, bo któż bardziej cierpiał po śmierci bliskiej osoby? Któż za cenę piętna szaleństwa wśród sobie współczesnych i potomnych pochował swego pięknego niewiernego męża setki kilometrów od miejsca jego śmierci? Dla kogo jest ten dzień, jak nie dla tej, która Święto Zmarłych miała każdego dnia, przez kolejnych pięćdziesiąt lat? Juana la Loca (Joanna Szalona) zapisała się w historii jako ta, która z miłości postradała zmysły. I mimo że w rodzinach królewskich często odnotowywano choroby psychiczne, jako skutek niemieszania krwi, dla Joanny jako dla królowej na dworze kąsających żmij szaleństwo to brzemię nie do udźwignięcia. Jako dla kobiety ból nie do ukojenia. Na szczęście Juana może już spać spokojnie, bo dała inspirację wielu artystom. Powstały dramaty, opery i filmy. Wszystkie współczujące wraz z nieszczęsną królową.



Juana la Loca, reż. Vicente Aranda


         Cierpieniu Joannie I Kastylijskiej nie mógł przyglądać się także pewien polski pisarz, więc pospieszył jej z pomocą, delegując w podróż z Burgos do Granady jednego z największych uwodzicieli wszech czasów. Zarówno dla doñy Juany, jak i dla don Juana była to ogromna szansa. Bo kto mógł lepiej ukoić zbolałe serce i umartwione ciało niż sam Don Juan?

   

czwartek, 27 września 2012

stopomania (IV) węgierska


          Stopomania zdarza się w każdym zakątku świata. I nic nie poradzę, że szkice nie zawsze chcą być hiszpańskie. Dziś zatem wspomnienia  z podróży po madziarskiej ziemi. Po madziarskim bruku.

Budapest



Budapest



Szentendre




Balaton, Półwysep Tihan



Esztergom



Tokaj


   
      

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Usted no habla español, ¿Verdad?


           Postanowiłam zamawiać dwa espresso w osobnych filiżankach. Nie podwójne, ale dwa w dwóch oddzielnych filiżankach. Dos espressos in seperate cups. Po pewnym czasie pewnie ktoś zjawi się przy stoliku i przekaże mi pedełeczko od zapałek. Może to będzie gdzieś w Madrycie, Sewilli lub na jakiejś zapadłej andaluzyjskiej wsi. Pewnie ktoś podejdzie i zagadnie prostym pytaniem: Usted no habla español, ¿Verdad? Odpowiem nie i wysłucham mądrości, którą ma mi do powiedzenia tajemniczy wysłannik.










A wcześniej było mlecznie, a jeśli już podwójnie, to raczej na słodko. W taki sposób pewnie się nie da osiągnąć celu, bo niewystarczająco używa się wyobraźni. Być może te dos espressos in separate cups sprawiają, że się ona poszerza...

 
Cartagena



Almeria



Fuendetodos



Mojacar



Zaragoza



Alicante



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...