niedziela, 5 grudnia 2010

książka w podróży

           
           Z książkami są zwykle same problemy. Nie dość, że zatruwają umysł i zabierają cenny czas, to jeszcze ciążą swoją rzeczywistą masą. Proszę wyobrazić sobie plecak, walizkę, torbę a w nich zawsze połowę miejsca zarezerwowanego dla jakichś woluminów. Niby nic, kilka niepozornych pozycji, a konsekwencje niestety upiorne i, co więcej, nieodwracalne oraz przejawiające się w różnym natężeniu w całym naszym późniejszym życiu. O problemie książki w drodze często pisał Kapuściński. Nie da się ukryć, że do książki się przywiązujemy i trudno nie zabrać ze sobą najwierniejszego przyjaciela. Czasami jednak trzeba ją zostawić gdzieś na środku pustyni, a wtedy ból jest nie do zniesienia. Zostawienie starego i po wielokroć już przeczytanego egzemplarza jest doświadczeniem traumatycznym, ale niezakupienie personalnie bezcennego białego kruka jest nieporównywalnie bardziej dojmujące.
         Pamiętam moją pierwszą wizytę w hiszpańskim antykwariacie (Librería Follas Vella) w Santiago de Compostela. Weszłam do niego tylko na chwilę, a zostałam co najmniej trzy godziny, zdejmując z półek co drugą pozycję z wielkim pożądaniem jej posiadania. Uzbierała się znaczna ich ilość i  niestety z wielkim żalem musiałam odkładać to wszystko, co wcześniej z regałów zdjęłam. Tego dnia nie mogłam się jednak oprzeć jednej książeczce, w owym czasie najbardziej dla mnie znaczącej:



         Innym razem nie omieszkałam zakupić w barcelońskiej księgarence przepięknie wydanego albumu o symbolizmie w malarstwie. Problem polegał na tym, że ta prawie dwukilogramowa księga zaciążyła znacznie na wadze mojego bagażu, czyniąc go niedopuszczalnym w trybie podręcznym. A lotów było przede mną jeszcze kilka. Nieroztropny zakup? Być może. Jednak myślę, że nad nieszczęśnikiem wiozącym w swojej walizce więcej książek niż ubrań każdy, nawet najbardziej restrykcyjny, kontroler bagażu się zlituje.

         W rezultacie po niemal rocznym pobycie w Hiszpanii do Polski wysłałam pięćdziesięciokilogramową paczkę, której większą część stanowiły książki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!