środa, 23 maja 2012

Na krańcach kontynentalnej Europy

    
           Jak jest na końcu świata? Niby zwyczajnie, ale kraniec ziemi zwykle ma to do siebie, że wyzwala refleksje na temat wieczności. Za to moje zetknięcia z krańcami ziemi zawsze były wietrzne. Im bardziej wysunięty przylądek, tym włos bardziej rozwiany i dusza bardziej rozedrgana. Rozmyta i mglista wie(trz/cz)ność jest mi chyba pisana. Nie ukrywajmy, w takich miejscach dochodzi do drgawek psychosomatycznych, czy tego chcemy czy nie. Kto odczuwa tylko ciałem, zwykle mało odczuwa, ale kto odczuwa jedynie duszą, niestety mija się z rozkoszą. Wiatry krańców świata pozwalają doświadczać w dwójnasób, może dlatego tak przyciągają wędrowców.


Cabo da Roca (Portugal)



          Julian Gracq (w La Forme d'une ville) powiedział, że ten, kto w swoich wspomnieniach widzi miasto, trzyma się kilku obrazów budynków jak marynarz szukający boi, które zaprowadzą go do portu. Wczoraj jednak samo miasto stało się moim marynarskim wspomnieniem, wspomnieniem i rzeczywistością jednocześnie, a ja dryfowałem bez steru, mijając boje. Może najgłębszą melancholią podróżnika jest to, że radość powrotu zawsze zmieszana jest z czymś, co trudniej opisać, że to, za czym się tęskniło, przetrwało i bez ciebie, że aby naprawdę mieć to przy sobie, trzeba by na zawsze zostać tam, gdzie się to coś znajduje. Ale w tym celu trzeba by stać się kimś, kim być nie można: tym, kto zostaje w domu. Prawdziwy podróżnik żyje rozdarciem, napięciem między docieraniem do celu i ponownym opuszczaniem, a równocześnie rozdarcie to stanowi kwintesencję jego życia: on nie należy do żadnego miejsca. Temu „wszędzie", po którym się nieustannie porusza, zawsze będzie czegoś brakować; jest wiecznym pielgrzymem braku, utraty, i podobnie jak prawdziwi pielgrzymi w tym mieście, szuka czegoś, co leży jednak dalej niż grób apostoła czy wybrzeże Finisterre – czegoś, co go woła i pozostaje niewidzialne, czegoś niemożliwego.




Fisterra (España)



Fisterra (España)


          To fragment książki Ceesa Nootebooma Drogi do Santiago, która towarzyszyła mi podczas przygotowań do wyjazdu do świętego miejsca. Zacytowane słowa znajdują się tuż przed końcem książki, prawie u kresu ponad trzydziestoletniej wędrówki tego holenderskiego podróżnika i pisarza. Te słowa to również dla mnie zwieńczenie melancholijnych poszukiwań – zarówno literackich, jak i tych wypraw na „koniec ziemi" – Finisterre. Zadziwiające było doświadczenie tego miejsca, chociaż nie przeszłam nawet kilometra z prawie tysiąckilometrowej Camino de Santiago. Byłam wcześniej na portugalskim Cabo da Roca i wyobrażałam sobie kraniec świata podobnie – mrocznie, chmurnie, wietrznie, groźnie, niebezpiecznie. Jednak kres drogi św. Jakuba, gdzie pielgrzymi palili swoje ubrania, żegnając się z dotychczasowym życiem, okazał się oazą. Spokój, jaki towarzyszył temu miejscu, zlewał się z wyobrażeniem raju. To wywróciło mój już wywrócony porządek pojmowania świata. Zakłóciło na chwilę pesymistyczny obraz kresu... i pokazało coś jeszcze (gorszego, jak się teraz nad tym zastanawiam) – nie było tam żadnego kresu; niezmącona woda oceanu zlewała się w jedno z równie przejrzystym niebem. Kolistość melancholii powróciła, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić ukojenia. Może dlatego szybko ruszyliśmy wzdłuż Costa da Morte, Wybrzeża Śmierci, aż do Muxii, gdzie zobaczyłam swój – dramatyczny, pełen namiętności i nieposkromienia – koniec świata...


Muxía (España)

          A potem była jeszcze wyprawa po Algarve, najcieplejszym miejscu Europy (to ponoć ja przyniosłam tam deszcz, ale kto to wie...)


droga do Sagres - sam koniuszek Portugalii


                                           i wypatrywanie brzegu Afryki z plaż Taryfy

widok z Taryfy na Gibraltar


   

11 komentarzy:

  1. ,,Kto odczuwa tylko ciałem, zwykle mało odczuwa, ale kto odczuwa jedynie duszą, niestety mija się z rozkoszą. Wiatry krańców świata pozwalają doświadczać w dwójnasób, może dlatego tak przyciągają wędrowców''.
    Piękne i mądre zdania, jakby wyjęte z jakiegoś klasyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Być klasykiem za życia, to jak przedwcześnie umrzeć i nie mieć szansy na zmianę zdania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W pewnym sensie pewnie ma Pani rację, ale w tym wypadku miał być to wyraz uznania

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, nie wiem, czy Nooteboom by się zgodził z tą przedwczesną śmiercią ;). W końcu, co jak co, ale to właśnie on jest najpopularniejszym podróżującym pisarzem w Holandii. Carolijn Visser go goni, goni, ale na świecie jednak nie jest tak rozpoznawalna jak sam Mistrz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale to chyba o moją uśmiercenie tu chodzi. Ale słusznie Nooteboom nie powinien się z tym godzić:)

    OdpowiedzUsuń
  6. malowniczy ten kraniec świata z tą wzburzoną wodą! ale chyba na co dzień nie chciałabym tam mieszkać mimo wszystko:)


    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy, nawet najbardziej malowniczy krajobraz z czasem się nudzi. W takie właśnie miejsca najlepiej przybywać na chwilę...

      Usuń
  7. Ja widzialam Cabo de Roca w Portugalii i naprawde jest to piekne miejsce ...
    No i Gibraltar, ktory niestety nie zachwycil mnie- chyba za duzo turystow.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że może również chodzić o skały. Wzgórza Gibraltaru są nagie, Cabo da Roca zielona, soczysta...

      Usuń
  8. Bardzo fajnie opisane ,malownicze widoczki a fotki dodają dobrego smaku:-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszamy do Andaluzji bo jest piękna. http://www.wycieczkiandaluzja.pl

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!