piątek, 3 grudnia 2010

via Boccaccio





           Zwykle podróżuję sama. Mam wtedy głowę wolną i otwartą na wszystko, co nowe, na to, co dookoła. Będąc samemu w drodze, nie omija się okazji, by z kimś porozmawiać, by przysiąść w lokalnej knajpce i napić się wina z miejscowymi. Oczywiście im mniejsza mieścina, tym większa otwartość, tym ciekawsze rozmowy, tym głębsze doznania lokalnego klimatu. Lubię te momenty, gdy zupełnie nieznane sobie osoby siadają przy jednym stoliku i rozmawiają, jakby się znały od lat.

Świetny pisarz i podróżnik angielski, Colin Thubron, także mówi o samotnym podróżowaniu. Chociaż on o Syberii, to jednak warto przytoczyć tu jego zdanie: Na Syberii akceptuję każde zachowanie, bo to ja przyjechałem do nich, a nie oni do mnie, więc mam obowiązek się dopasować. Gdy jestem w podróży, ten Brytyjczyk, co stale ze mną łazi, zostaje w Londynie. Inna rzecz, że właśnie z tego powodu jeżdżę sam. Gdybym podróżował z kimś z mojej kultury, byłoby inaczej. Byłbym zamknięty w bańce brytyjskości i ciągle wszystko porównywał do swojego kraju. Gdy jestem sam, nie mam tego punktu odniesienia. Jestem "tym śmiesznym", ludzie zagadują mnie dla rozrywki. A ja później o nich piszę książki, więc uważam, że to uczciwa wymiana. 
http://wyborcza.pl/1,75480,11480397,Brytyjczyka_zostawiam_w_domu.html?as=1&startsz=x

           Jeden z najciekawszych wieczorów, jakie spędziłam w ten sposób, miał miejsce w mieście rodzinnym Giovanniego Boccaccio. Uważny czytelnik już wie, że znów zboczyłam z hiszpańskich ziem, jednak mam nadzieję, że nie będzie mi miał za złe tej przestrzenno-słownej dygresji. (A może powinnam zmienić nazwę bloga?).




          
            Pewnego październikowego poniedziałku dotarłam ostatnim (i jedynym lub jednym z dwóch) autobusem z San Gimignano do Certaldo. W całym autobusie byłam jedynym pasażerem, co jednak dobrze wróżyło mojej wyprawie, bo w samym miasteczku czułam się, jakby należało ono tylko do mnie - ba! Zwiedziłam w zachwycie casa del Boccaccio, museo del Boccaccio, biblioteca del Boccaccio, via Boccaccio...



widok z dachu domu Boccaccia





by już po zmroku wylądować w Enoteca Boccaccio. Atmosfera miasteczka, spokojnego z powodu pierwszego dnia tygodnia, nie pozwalała mi opuścić tego miejsca zbyt szybko. Wałęsałam się więc bez celu po dwóch ulicach na krzyż w poszukiwaniu czegoś lub kogoś, kto urozmaiciłby mi nieco ten i tak już przemiły wieczór. Otwarta była jedynie enoteka Boccaccio. Zamówiłam bruschettę, a o wybór wina poprosiłam przystojnego barmana. Usiadłszy przy stoliku z nabytkiem, nawet nie zorientowałam się, kiedy otoczył mnie całkiem pokaźny narybek. Okazało się, że to miejsce upodobali sobie przybysze z różnych stron świata. Przybyli tu, być może jak ja na kilka godzin, a zostali na kilka miesięcy lub lat: właściciel hotelu ze Szwajcarii, znudzony Dublinem grający Irlandczyk, bliżej nieokreślony Japończyk, podróżnik z Australii i właściciel enoteki Boccaccio:



Z Certaldo wyjechałam ostatnim pociągiem...


7 komentarzy:

  1. ,,Będąc samemu w drodze, nie omija się okazji, by z kimś porozmawiać, by przysiąść w lokalnej knajpce i napić się wina z miejscowymi. Oczywiście im mniejsza mieścina, tym większa otwartość, tym ciekawsze rozmowy, tym głębsze doznania lokalnego klimatu''.
    Pewnie sporo racji w tych obserwacjach. Ja jednak podróż przeżywam zupełnie inaczej, nie lubię wędrować sam; choć kiedyś lubiłem o sobie mawiać ,,samotnik'', tylko z bliską osobą mogę w pełni cieszyć się zdobyczami wędrowca: widokiem oceanu o wschodzie słońca czy surowym pięknem pustyni... Inaczej ogarnia mnie dojmujący smutek, że nie mogę się tym wszystkim podzielić z osobą, którą kocham. Pamiętam wiele takich chwil, gdzie zachwytowi towarzyszył smutek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to prawda. Każda samotnicza podróż jest dogłębnie ambiwalentna. Jednak nie zawsze można się podzielić doznaniem z osobą, którą się kocha - z przyczyn cholernie oczywistych;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet wiem, który kieliszek z winem jest Twój, teraz widzę i wiem ile mnie ominęło kiedy za każdym razem odmawiałem wspólnych eskapad... Tym razem bym powiedział : "Tak, kiedy jedziemy?" szkoda że nie można cofnąć tamtych utraconych okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm... a zdradzisz, kim jesteś? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wolę podjudzać Twoją ciekawość ... zdradzę jedynie, że poznaliśmy się na Iberyjskich ziemiach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To już całkiem wiele tropów;) Wytężam teraz swoją pamięć;)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!