poniedziałek, 24 stycznia 2011

Szlakiem hiszpańskich latarni


          Goethe na łożu śmierci ponoć błagał o mehr licht. Można domyślić się, że chodziło mu o prostą potrzebę ujrzenia odrobiny dziennego światła, którego z pewnością szczędzono choremu. Interpretuje się jednak te słowa przede wszystkim jako swego rodzaju motto pisarza i jako przesłanie do potomnych, by kierowali się oświeconym rozumem. Oczywiście światło samo w sobie ma moc demoniczną. Jest tak cenne, że za jego niesienie zostaje się upadłym aniołem lub cierpi się prometejskie katusze. Jego użycie sprowadza ludzi na drogę buntu przeciw Bogu i bogom, co wiąże się z wiecznym cierpieniem i ciągłym niezaspokojeniem. Jednak sięgnięcie po ten boski atrybut jest pokusą nie do odparcia. Powiedziałabym nawet, że podobną tej, której zawsze ulegam, będąc w drodze, w niemal każdym mieście. Pokusa uchwycenia nosiciela światła, ujrzenia wcielenia buntu. Być może to właśnie lucyferyczna moc tkwi w pięknie latarni, które kuszą swym wdziękiem zbłąkanych wędrowców. Tego nie wiem, ale jestem skłonna przyznać tej myśli nieco racji.
           Dziś mam wieczór z latarniami Hiszpanii. Jedne przyciągają wzrok swoją ornamentyką, inne prostą malowniczością, jeszcze inne wyrafinowanym kształtem. Są też takie, które pełnią kilka funkcji, będąc jednocześnie i kwietnikiem, i zegarem. Są też dzieła sztuki, które wyszły spod dłuta znanych artystów. Zapraszam do wędrówki ich śladami.


A Coruńa



Madrid



Muxia



Ourense



Padrón



Salamanca



Granada



Granada



Granada



Malaga



Jerez



Jerez



Jerez



Jerez



Sevilla



Sevilla



Sevilla

Sevilla



Sevilla



Sevilla



Bilbao



Bilbao



Bilbao



Gijón



Gijón



Gijón



Girona



Lugo



Lugo



Oviedo



Oviedo



Pamplona



San Sebastian



San Sebastian



San Sebastian



Santander



Santander



Santander



Bilbao



Valencia



Valencia



Barcelona, latarnia wg projektu Gaudiego




    






sobota, 22 stycznia 2011

stopomania (III) włoska


          Za kilka dni znów odwiedzę włoską ziemię. Z tej okazji już dziś w ramach wspomnień z minionych wypraw kolejna odsłona stopomanii. Jak nietrudno się domyślić, tym razem stopomania (III) włoska. W zasadzie nie do końca można ją nazwać włoską w całej rozciągłości, bo obejmuje zaledwie kilka miejsc. Chciałoby się,  by była pełniejsza, barwniejsza. Sama się zastanawiam, czemu w tak niewielu miejscach Półwyspu Apenińskiego miała miejsce. Czy jest to problem mojej nieuwagi, czy większego pośpiechu,  czy może raczej mało atrakcyjnego podłoża. W każdym razie żałuję ogromnie, że tyle włoskich bruków pominął mój obiektyw. Choć z drugiej strony jest to też zachęta do odwiedzenia tych wszystkich miast ponownie. Póki co numerem jeden jest Bergamo. Bo  i łatwo tam się dostać, i tanio. O dzięki ci Ryanie!


 Bergamo


Bergamo


Bologna


Bologna

          Szczególną uwagę zwróciłam na kafle w katedrze sieneńskiej. Było mi nieco niezręcznie fotografować tam sobie stopy, ale instynkt zwyciężył i ukradkiem, gdy inni podziwiali freski i ołtarze, ja wracałam do swej przyziemności. Z czasem jednak dopadła mnie przyzwoitość i podpowiedziała, że nieco stosowniejsze do sytuacji będzie uwiecznianie samej posadzki. Przyznałam jej nieco racji, ponieważ Il Duomo di Siena nie ma sobie równych w kwestiach ozdobności kościelnych kafli.


Katedra Duomo w Sienie


Katedra Duomo w Sienie























Duomo di Siena