piątek, 22 kwietnia 2011

Święty Tydzień

       
           Któregoś lutowego wieczoru w Cartagenie dopadły mnie znajome dźwięki. Oho, kolejne święto - pomyślałam. Myliłam się. Tym razem były to zaledwie przygotowania do kulminacyjnego Wielkiego Tygodnia, który miał nadejść dopiero za ponad dwa miesiące. Kto choć trochę uświadamia sobie rolę ikony, obrazu, wizerunku w kulturze katolickiej, bez problemu wyobrazi sobie bogate, przesadnie zdobione i skrajnie teatralizowane wielkanocne precesje. Jednak nawet wybujała wyobraźnia niekiedy może nie poradzić sobie z wizualizacją tego, co rzeczywiście zadziewa się na hiszpańskich ulicach w czasie Semana Santa.


Granada, Semana Santa

        Jeśli świętować, to do szaleństwa. Z takiego założenie wychodzi cała kultura Hiszpanii. Dlatego, że w świadomości tego narodu przekonanie o dochodzeniu do granic przeżywanych emocji ma się bardzo dobrze, wszelkie święta obchodzone są tutaj niezwykle hucznie. Pompatyczność święta hiszpańskiego bierze się z jeszcze silnych antagonizmów tego, co tradycyjne z tym, co nowoczesne.

  

sobota, 2 kwietnia 2011

muzyka sefardyjskich Żydów


          Południe Hiszpanii przyciąga mnie tak bardzo, ponieważ właśnie tam żywa jest wciąż niepowtarzalna hiszpańsko-żydowsko-arabska nuta. Muzyka sefardyjska, stworzona przez Żydów zamieszkujących Półwysep Iberyjski w średniowieczu, wraz z końcem rekonkwisty i okrutnymi tego konsekwencjami rozniosła się po świecie. Jednak dzięki wolności, jaką cieszyli się oni pod panowaniem arabskim, ludzkość zyskała wzruszające, pełne emocji melodie. Był to okres świetności kultury sefardyjskiej, zarówno pod względem rozwoju sztuki, jak i nauki. Mimo późniejszych migracji jednym z najważniejszych ośrodków, i przecież też kolebką, kultury sefardyjskiej pozostaje Andaluzja, a w szczególności Córdoba. Krążąc po mieście starymi uliczkami, nie sposób nie dostrzec przeogromnego wpływu na tożsamość tego miejsca kultur: żydowskiej, muzułmańskiej, czy także cygańskiej. Z murów dochodzą dźwięki przeszłości, na synagodze nadal widnieją ornamenty w stylu mudejar, a meczet uchodzi za jeden z najpiękniejszych w Europie.




          Będąc w Kordobie, warto zajrzeć do Casa de Sefarad i posłuchać historii oraz tej tradycyjnej muzyki na żywo. A na razie, na zachętę:




"(...) ona pochodziła z rodziny Żydów sefardyjskich wygnanych z Hiszpanii w tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym drugim roku przez Królów Katolickich. Mówiła po Hiszpańsku tak, jak mówiono w piętnastym wieku, a jej rodzice czytali sefardyjskie gazety pisane językiem Prałata z Hity i Fernanda Rojasa i śpiewali hebrajskie pieśni na cześć hiszpańskiej ziemi. Przechowywali, jak wszyscy sefardyjczycy, klucze od swoich dawnych kastylijskich domostw zawieszone na gwoździu w swoich nowych niemieckich mieszkaniach, w oczekiwaniu na upragniony - choć minęło już cztery wieki z okładem - dzień powrotu na Półwysep Iberyjski.
- Hiszpanio - mówili chórem rodzice i krewni Raquel podczas wieczornych modłów - Hiszpanio, matko niewdzięczna, wygnałaś swoich synów Żydów, którzy tak cię kochali, ale nie żywimy do ciebie urazy, jesteś naszą uwielbianą matką i pragniemy tylko przed śmiercią któregoś dnia wrócić do ciebie, Hiszpanio kochana..."  (Carlos Fuentes, Lata z Laurą Diaz)


Córdoba, wnętrze sefardyjskiego domu


          Muzyka sefardyjska łączy w sobie nuty tych wszystkich kultur. Mimo iż Żydzi sefardyjscy posługiwali się również arabskim, hiszpańskim i hebrajskim, to jednak ich językiem był ladino, znany również jako spaniolski. Więcej o historii tej muzyki możecie przeczytać tutaj. A ja zachęcam do posłuchania jednego z najpiękniejszych głosów świata, śpiewającego w jednym z najpiękniejszych języków. Pieśniarka muzyki sefardyjskiej dziś. Czyste emocje, zero pozoru.