niedziela, 1 kwietnia 2012

Chrystus, kaptur, mantylka i tłumy - Semana Santa w Hiszpanii




Procesja w Granadzie


Jeśli to Święta, to jestem w Granadzie. Albo w Sewilli, albo w Madrycie. Może w Santiago lub w Barcelonie. Kadyks też nie zaszkodzi ani Kordoba. Wpadnę na chwilę też do Malagi i do Toledo, i do Gerony. Niech mnie szlag trafi, jeśli pominę Walencję, Murcję czy Almerię. Jeśli to Święta - Semana Santa - to jestem w Hiszpanii. Bo gdzie indziej jeszcze zachowały się tak tradycyjne, pompatyczne, zarazem mroczne i kolorowe obchody Świąt Wielkiej Nocy? Należałoby powiedzieć Wielkiego Tygodnia, bo w Hiszpanii Święta trwają przez cały tydzień, co w Polsce już nawet z nazwy prawie nie funkcjonuje. I oby tylko obecny strajk generalny nie przeszkodził w tej żywej celebracji tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.


procesja w Granadzie



Chrześcijaństwo wyjątkowo mocno zakorzeniło się w kulturze Europy Zachodniej, a Hiszpania okazała się jednym z najbardziej fanatycznych jego wyznawców. I mimo że przez ostatnie lata nastroje społeczne, polityczne i kulturowe wskazywały na to, że poglądy tradycjonalistyczne wymarły wraz z reżimem Franco i ¡no pasarán!, to kult świętych i huczne obchody Świąt kościelnych mają się nad wyraz dobrze. Nikt do nich nie przymusza, a i tak ciągną nań tłumy. Ba! Nie tylko obchody nie są obligatoryjne, ale jeszcze na czynne uczestnictwo w nich trzeba sobie odpowiednio zasłużyć. Nie dość, że trzeba przygotowywać się do Semana Santa już kilka miesięcy wcześniej, to jeszcze obowiązkowo należy uiścić opłatę za dźwiganie kilkusetkilogramowych platform (los pasos) ku chwale zmartwychwstałego Pana i uciesze wszystkich gapiów. Dla nikogo nie jest jednak ujmą gapienie się na przepyszne procesje. Mimo, zdawałoby się, kiczowatego anturażu, są one nad wyraz piękne i wzruszające. Nie ma się zatem czemu dziwić, że w ciągu całego Wielkiego Tygodnia nie sposób nie natknąć się na procesję w każdym hiszpańskim mieście o każdej porze dnia i nocy. I kiedy choć raz przejdzie się w obok kapeluszników (nazarenos), pokutników (penitentes)  i dam w czarnych mantylkach, nie dziwi, że niekiedy Hiszpanie cały rok czekają na ten właśnie tydzień.


 
El paso podczas procesji w Granadzie


Podstawą kultu jest oczywiście fundament wiary chrześcijańskiej, czyli zmartwychwstanie Chrystusa. Jednak to nie powód do świętowania, a sama jego potrzeba jest istotą święta. Nie należy przypisywać chrześcijaństwu wymyślenia procesji, bowiem początki grupowych pochodów mają swoje korzenie w głębokiej starożytności. Każdemu bogu od zawsze należało się zamroczenie jego wyznawców, bez względu na to, czy było ono wynikiem rytualnych tańców, mordów czy wspólnego ubolewania i okazywania żalu. Teatralność takich widowisk przejawia się w każdym szczególe procesji, począwszy od planowania, układania każdego elementu, przez wytwarzanie strojów, przedmiotów, po udawany płacz hiszpańskich kobiet. Także urozmaicanie drogi ściśle związane jest z teatrem. Na wielkich platformach odgrywane są nowotestamentowe scenki rodzajowe, mające na celu zwizualizowanie choćby męki Chrystusa czy jego wjazd do Jerozolimy w Niedzielę Palmową.






Piękne czarne stroje, koronki, mantylki i grzebienie to nic innego jak wyraz potrzeby teatralizacji połączonej z modą. A gdzie lepiej ją zademonstrować, przedstawić siebie, jeśli  nie w miejscu, gdzie będzie całe miasto? Strojne kobiety udają smutek, pokazując (nie)zamierzenie  swoją zmysłowość i uwodzicielskość. Żałobne kreacje wydobywają z nich tajemniczość tak pożądaną w kulturze Południa.

 

Procesja w Granadzie


Procesje łączą w sobie żałobę ze świętem, smutek z radością, pokutę z przepychem. Żałobnice nie wyglądają żałośnie, a pokutnicy mogą przybierać różne postaci. Raz niosą wszelkie niezbędne atrybuty Święta Wielkiej Nocy, raz podtrzymują wielkie platformy z figurami Jezusa i Matki Boskiej. Raz są skromnie odziani, raz w zdobne szaty. Raz widać bose stopy, raz na wysokich szpilkach. A wszystko w otoczeniu ornamentów ze złota i świateł. Ale kim są ci panowie w kapturach, budzący na pierwszy rzut przerażenie, a później ciekawość? Od głębokiego średniowiecza po ulicach miast chodzili samobiczownicy. Przyjmowali oni jedną z dwóch podstawowych postaw wobec zarazy i przepowiedni o kolejnych końcach świata. W przeciwieństwie do wesołych minstreli, grajków i żonglerów, chcących garściami czerpać z ostatnich dni życia, przyjmowali na siebie cierpienie świata i oddawali się pokucie. Z czasem te wątłe ciała w lnianych pokrwawionych workach zaczęły razić w oczy, a może polityka papiestwa przybrała maskę radości, nie umartwiania się i w XIV wieku Papież zakazał publicznego biczowania się. Więc ludzie, jak to mają w zwyczaju, zaczęli wymyślać sposoby na obejście zakazu. Najlepszym sposobem okazały się wielkie kaptury, które z czasem stały się symbolem biczowników. Chodzą też słuchy, że kaptury nawiązują do pierwszych chrześcijan, którzy musieli ukrywać swe twarze, udając się na zakazane modły.


Procesja w Maladze


Z czasem pokutnicy zaczęli łączyć się w grupy (choć ponoć powstała już w XII wieku), a za jeden z celów obrali sobie przypominanie ludziom o Męce Pańskiej. Od XV wieku bractwa (hermandades) organizują procesje.  Dziś w samej Sewilli jest ponad pięćdziesiąt bractw - nie tylko parafialnych (los cofradias). Każde z nich musi się czymś odróżnić, zatem podczas Semana Santa w całej Hiszpanii można zobaczyć niezliczone kolory kapturów i szat. Oczywiście dominują barwy kościelne i królewskie: purpura, szkarłat, złoto, biel... Każde z bractw przygotowuje swoją własną procesję. Im więcej tragarzy (los costaleros), mężczyzn dźwigających na barkach ciężkie platformy, im zdobniejsze figury Chrystusa i Maryi, tym większe oddziaływanie społeczne i prestiż danego bractwa.



Procesja w Maladze


Procesja jest teatrem. Każdy ruch jest dokładnie przemyślany i przećwiczony. Efekt wielomiesięcznej pracy ma być piorunujący. Ilość nazarenos, costaleros, penitentes jest ściśle określona. Ilość kroków policzona. Tej systematyczności służy bicie w donośne gongi. Miarowym marszem zmierza się zwykle ku sercu miasta, ku katedrze. Procesje często trwają po kilkanaście godzin, a na odpoczynek nie ma ani czasu ani sposobności.



Procesja w Maladze


Bardzo ważnym elementem, tym najbardziej wzruszającym i skłaniającym do modlitwy, jest śpiew. To zawodzące nuty cante jondo - najsmutniejszej i najboleśniejszej odmiany flamenco. Głębokie, przeszywające uszy dźwięki tych pieśni, które są mieszanką muzyki cyganów, żydów, muzułmanów i chrześcijan, dopełniają pięknej mszy odkupienia grzechów całego roku.



Procesja w Maladze




Procesja w Maladze


Wiele ciekawych informacji znajdziecie tutaj.



5 komentarzy:

  1. Po wstępnie nie spodziewałem się mówiąc szczerze, że o tym będzie artkuł. Ciekawe ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest dość dziwaczny. Chociaż w dalszym ciągu nie wiem, czy to zachęca, czy wręcz zniechęca do przeczytania całości :)

      Usuń
  2. Zdecydowanie zachęca. Zachęciłaś mnie nawet do uczestnictwa w takiej procesji, a wiemy przecież, że jestem raczej przedstawicielem ciemnej strony mocy ;)
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. W tym roku to już niestety za późno. Ale w przyszłym roku kto wie, kto wie... :)

      Usuń
    2. Hola a todos! Choć święta Wielkanocne już za nami, to chciałam jeszcze raz wrócić do wielkich obchodów Semana Santa. Otóż mam prośbę do osób, które kiedykolwiek uczestniczyły w Semana Santa w Maladze, aby wypełniły krótką ankietę na ten temat, której wyniki posłużą mi do napisania mojej pracy magisterskiej. Zapraszam do wypełniania i z góry muuuchas gracias! Oto link: http://moje-ankiety.pl/respond-42864.html

      Usuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!