poniedziałek, 7 maja 2012

Café Miró - Joan Miró i odrobina Katalonii w Budapeszcie


          Hiszpania jest wszędzie. To tak, jak powiedzieć: miłość jest wszędzie. I wcale nie będzie to wielkim minięciem się z prawdą. Bo jak o czymś ciągle myślisz, to w końcu to samo się zjawia. Ale pod jaką postacią? U mnie najczęściej kulinarną. A jakże! Nie byłoby pewnie tego bloga, gdyby nie smakowitości. Cóż zrobić, jestem łasuchem. Ale dzięki temu łasuchowaniu często trafiam na miejsca wyjątkowe. Tak było i tym razem, i chociaż nie w Hiszpanii, to jednak z jak najbardziej hiszpańskim smakiem. Tak, nawet spacerując uliczkami innych miast, napotykam na swojej drodze hiszpańskie zakątki. Nie wnikam, czy to za sprawą boskich koincydencji czy po prostu ogromnej popularności Hiszpanii w świecie. Nieważne. Ważne, że tak się zdarza. I ważne, że poruszę w tym poście kilka tematów, które jakimś dziwnym trafem omijają mój blog. Będzie o Katalonii i o malarstwie. O obu po trochu. No i o smakach, ale to żaden rarytas.



Café Miró w Budapeszcie


          Tego dnia uporczywie szukaliśmy typowo węgierskich smaków. I nawet nam się udało, ale coś niespodziewanie stanęło na drodze. Ni mniej, ni więcej, tylko Café Miró. Uroczo i ekstrawagancko zaaranżowana knajpka w sercu Budapesztu. Miejsce to wabi z daleka swym niespotykanym wystrojem i odwagą na miarę swego patrona. Przepyszne asymetryczne kształty i wyraziste kolory, wyszukane menu i całkiem adekwatne do pomysłu ceny. To wszystko, czego inspiracją jest kataloński malarz i rzeźbiarz rodem z Barcelony.



Café Miró w Budapeszcie


          Joanem Miró Hiszpanie chwalą się tak, jak Pablem Picasso, choć ten drugi bezsprzecznie znany jest o niebo lepiej (choćby tylko z nazwiska). Nie ma nawet znaczenia, że jeden jest Katalończykiem a drugi Andaluzyjczykiem. Obaj przysparzają dumy całemu narodowi, bo obaj stali się prekursorami ważnych nurtów w historii malarstwa. Miró kształtował swój styl, próbując się w różnych kierunkach. Nie tylko artystycznych. Uchodził za człowieka wyjątkowo zorganizowanego i uporządkowanego. Być może właśnie dlatego jego dzieła pełne są kolorowej i wybujałej fantazji. Miró daleko do ekstrawaganckiego życia swego katalońskiego pobratymca Salvadora, choć może dzięki temu sztuka tego pierwszego wydaje się bardziej autentyczna i przekonująca. Ale nie będę ukrywać, Dalí swego czasu fascynował mnie co nie miara. Zaczytywałam się w jego Dzienniku geniusza i Moim sekretnym życiu. Ten wąsacz potrafi skrajnie jawnie pisać o swoim intymnym życiu, które w większości było jednym wielkim przedstawieniem z niespotykanie egocentryczną reżyserią. Być może nawet komentarz do jego życia i sztuki wnosi więcej do historii sztuki niż sama sztuka. Z pewnością jednak hochsztaplerstwo miesza się z geniuszem. Ale dziś (11 maja) zamiast oceniać, lepiej wypijmy za zdrowie i 108 urodziny wąsacza!
A jaki jest Miró?



Café Miró w Budapeszcie





Café Miró w Budapeszcie


         No i na koniec to, co kulinarni podróżnicy lubią najbardziej. Jeden z nich zaserwował sobie honey chilli duck, co było wyborem trafnym, bo zdecydowanie rzadko spotykanym. Smak potrawy zmieniał się w zależności od położenia w podniebieniu i czasu przetrzymywania jej w ustach. Momentami słodkie, ciągle pikantne. Danie w Café Miró było dokładnie takie, jak twórczość i życie samego inspiratora.



danie w Café Miró w Budapeszcie


         Drugie danie o nieco łagodniejszym smaku, acz bardziej fikuśnym wyglądzie dawało odetchnąć po miodowo-pikantnych szaleństwach. Nabrzmiałe risotto stanowiło doskonałą bazę pod wyjątkowo kruche i rozpływające się w ustach mięso.



danie w Café Miró w Budapeszcie



13 komentarzy:

  1. Cudowne miejsce, nie wiem jak smakowo, ale kolory, kształty- niesamowite...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowało wieloznacznie, ciekawie, ale to nie jedzenie na co dzień :)

      Usuń
  2. mñam, ale apetyczne dania :)
    A Miro jak Miro chyba nie kazdemu odpowiada ta sztuka, ja wole Picassa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę napiszę, kto zacz ten Miró, ale czasu na wszystko nie starcza... a do tego to piękne słońce! :)

      Usuń
    2. Pisz pisz kim ten Miró byl- ja dowiedzialam sie dopiero po pierwszej wizycie w Barcelonie (a propos bylas w muzeum w BCN?)
      Az wstyd ze tak pozno- zwlaszcza, ze w szkole mialam historie sztuki :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
  3. byłam w Budapeszcie dwa tygodnie temu i niestety nie znalazłam tej knajpki.Chyba byłam zbyt przejęta pięknymi widokami i starymi budynkami . Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! To tylko potwierdza, że mam nosa do iberyjskich zapachów;)
      Ale swoją drogą, to prawda, Budapeszt ma w sobie tyle, że spokojnie można się w nim skupić tylko na węgierskich aspektach.

      Usuń
    2. Nosa do zapachów to chyba ma kto inny ;) rzekłbym, że był to raczej fortunny zbieg niefortunnych okoliczności. Koincydencja, jak powiedziałaby pewna znana mi ślicznotka..

      Usuń
    3. Nie wiem, ile znasz ślicznotek, ale przypuszczam, że nie każda używa takich pięknych słów;)

      Usuń
  4. Ale super miejsce! Szczególnie urzeka mnie ta falująca barierka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najbardziej podobają się krzesełka. Każde jest inne, jakby jednak w tych meblach była dusza... Barierki też niczego sobie:)

      Usuń
  5. Jaka zmiana! Bardzo ładnie :) Kolory, kolory, zawsze urzekają mnie kolorowe wnętrza, dania, ubrania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno Cię tu nie było. A przynajmniej nie byłaś widoczna :) Tak, kolorowe wnętrza dodają energii. Chociaż po tak obfitym daniu, jakie widać na talerzu, z trudem można się poruszać.

      Usuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!