poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Usted no habla español, ¿Verdad?


           Postanowiłam zamawiać dwa espresso w osobnych filiżankach. Nie podwójne, ale dwa w dwóch oddzielnych filiżankach. Dos espressos in seperate cups. Po pewnym czasie pewnie ktoś zjawi się przy stoliku i przekaże mi pudełeczko od zapałek. Może to będzie gdzieś w Madrycie, Sewilli lub na jakiejś zapadłej andaluzyjskiej wsi. Pewnie ktoś podejdzie i zagadnie prostym pytaniem: Usted no habla español, ¿Verdad? Odpowiem "nie" i wysłucham mądrości, którą ma mi do powiedzenia tajemniczy wysłannik. Dokładnie jak w filmie Jima Jarmuscha The limits of control.






A wcześniej było mlecznie, a jeśli już podwójnie, to raczej na słodko. W taki sposób pewnie się nie da osiągnąć celu, bo niewystarczająco używa się wyobraźni. Być może te dos espressos in separate cups sprawiają, że się ona poszerza...

 
Cartagena



Almeria



Fuendetodos



Mojacar



Zaragoza



Alicante



12 komentarzy:

  1. fajniutki ten Twój blog - tak trzymaj :-) pozdrowienia lubiąca Hiszpanię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Czasem dają energię do kontynuowania:)

      Usuń
  2. mmmm.... Uwielbiam hiszpanska kawe !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie hiszpańska kawa miała tu być tematem przewodnim (bo ta niestety przegrywa z portugalską czy włoską), ale nie da się ukryć, że ma ona swoje trzy grosze wszędzie:)

      Usuń
  3. Life is too short for bad coffees :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ładny przekrój. Bardzo lubię kawę, taką "zwyczajną" czarną lub z odrobiną cukru cynamonowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety przekroje zawsze są wyszczerbione. Nie zawsze tam, gdzie się jest, dokumentuje się chwile... Zastanawiam się, ile zostanie z moich podróżniczych wspomnień? Czy tylko to, co na fotografiach czy coś więcej?

      Usuń
  5. Lubie ten film. Elegancki i zagadkowy. I te piosenkę Toma też. Smutna i nostalgiczna. A jaki ma tekst, ha, można o nim długo myśleć. Film i piosenka też pobudzają wyobraźnię. Przypomniały mi scenę a za sceną inny film.

    Opowiadał zadaję się, o wypalanym pisarzu, który kiedyś złapał nagrodę Goncourtów, a który dziś zapija chandrę zmrożonym białym winem (co najmniej sześcioma butelkami dziennie). Ten jego smutek przerwa mu niepodziewana wizyta, gościa, o imieniu rak. Pisarz chorobą jakby się nie przejmuje, tylko wierna gosposia podsuwa mu pożywne posiłki. Na chorobę. A to jedna scena posiłku, zabarwiona jest Hiszpanią:

    http://www.youtube.com/watch?v=KQHLPJhb3KE&feature=related

    A to o czym mówią jedząc:

    Rak: Co to jest to czerwone?
    Pisarz: Gaspacho. Z kuchni hiszpańskiej. Zupa na zimno.
    Rak: Nie lubię zimnej zupy.
    Pisarz: To nie jedz. Nikt cię nie zmusza.
    Rak: Chcę iść do domu.
    Pisarz: Dlaczego? Nie lubisz nas?
    Rak: Mam po dziurki w nosie ciągłego zabijania ludzi.
    Pisarz: Coś taki zdołowany, stary? Musisz się ożywić. Zabijanie to dobra rzecz. Na przykład ja. Wyobraź sobie, że dalej żyję. Kim bym został? Starym pierdołą. Matołem. Eksponatem muzealnym.

    Oczywiście to nie koniec sceny, zupa to zapalnik, bo po chwili eksploduje wyobraźnia i hiszpańskość. Trzeba to zobaczyć, zachęcam. Ale to następuje po magicznym: Olé!

    Jeśli miałaś wrażenie, że ta scena wygląda jak kolacja kochanków (kominek, świece), to masz racje. W filmie kobieta rywalizuje z rakiem o względy mężczyzny. Co za kino!

    S.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Mój Mojacar był w Walentynki - pusty i chłodny, acz z miłym akcentem

      Usuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!