poniedziałek, 26 marca 2012

Ronda - miasto przepołowione

   
          Być może nie ma drugiego miasta tak dobitnie mówiącego o podziale dwóch światów i dwóch wielkich kultur: europejskiej i arabskiej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Trudno też znaleźć miejsce, które tak symbolicznie pokazywałoby potrzebę kontaktu i współpracy między nimi. Tym miastem jest malowniczo położona po obu stronach wąwozu El Tajo Ronda. El Tajo przepoławia miasto na część muzułmańską - La ciudad - oraz na tę, która dominuje od czasów rekonkwisty - Mercadillo. To jednak nie Arabowie osiedli tutaj jako pierwsi. Ronda bogata jest w historyczne zawiłości. Tutaj odkryto wielkie jaskinie zamieszkiwane przez naszych przodków, tutaj osiedlili się Grecy i Fenicjanie, tutaj na dobre zawitali Rzymianie, którzy podbili Arundę założoną przez Celtów. I to tutaj teraz możemy oglądać pozostałości po tych kulturach. I tutaj, jak przypomina Dział Zagraniczny, swój pierwszy grób miało ponad 400 faszystowskich ofiar hiszpańskiej wojny domowej.



Ronda, wąwóz El Tajo




Ronda, wąwóz El Tajo


          Wąwóz El Tajo nie jest suchy, tak samo jak nie wyschło źródło burzliwych relacji między dwiema kulturami. Na dnie płynie sobie leniwie rzeka Guadalevín. Jednak to nie ona przykuwa najwięcej uwagi, a domy wiszące nad wąwozem, mocno trzymające się potężnych skał.







           Po arabskiej stronie znajduje się między innymi imponujący Palacio de Mondragón, z którego długo nie można wyjść, rozkoszując się urokiem bliskowschodniej architektury i andaluzyjskimi krajobrazami. Z kolei w części Mercadillo wyróżnia się jedna z perełek andaluzyjskiej dumy - corrida.



Ronda, Palacio de Mondragón




  
            Krążą legendy, że pałac Mondragón był siedzibą królów Taify, ale fakty temu przeczą. Chociaż można przypuszczać, iż mieszkańcy Rondy kierują się sparafrazowanym mottem Nietzschego, który mówi:  "nie ma faktów, są tylko interpretacje" i żyją myślą, że nie ma faktów, są tylko marzenia. Być może dlatego reklamuje się Rondę jako miasto snów i marzeń, miasto śniące - La ciuadad soñada :














          A skoro to miasto snów i marzeń, to i spotyka się w nim zaczarowane dorożki, które suną sennie po wielkim moście (Puente nuevo) z jednej strony na drugą. A ja tam byłam i chociaż tą dorożką nie jeździłam, to sen o Rondzie śniłam.






  

niedziela, 18 marca 2012

Pod wspólną banderą

   
          Hiszpania to kraj niejednolity i zdaje się, że chyba tak już zostanie. Patrząc na bujne dzieje Półwyspu Iberyjskiego, nie trudno zauważyć, że Królestwo Hiszpanii jest obecnie tworem politycznym grubymi nićmi szyty. To nici mocne, ale też podkreślające swoje własne istnienie. Mocno widoczne, co nie cieszy zwolenników zjednoczonego królestwa, ale też jest wielu takich, którzy te szwy z radością by rozcięli i na żadną jedność z Koroną Hiszpanii się nie powoływali. Wielu za tę sprawę krew przelało, nie tylko wrogów, ale i swoją, i swoich bliskich. Przyczyn konfliktów należy szukać w czasach głębokiego średniowiecza, zanim jeszcze na Półwyspie Iberyjskim powstała fanatyczna myśl: jeden naród, jeden język, jedna religia. Dziejów bitew, rozejmów, walk i podbojów nie sposób tu przywołać. Kiedy był obcy wróg, maleńkie państewka chrześcijańskie się jednoczyły, jednak jeszcze częściej niż z wrogiem, walczyły ze sobą.



Malaga


           Jednak w pamięci narodowej i dumie Hiszpanii odciska się fakt, że państewka te wspólnymi siłami wypchnęły wrogich Arabów i Żydów z Półwyspu Iberyjskiego i dokonały znaczących odkryć dla dobra całej Europy. Na cześć zjednoczonego królestwa w herbie kraju znajdują się godła tych czterech królestw: zamek przypisany Kastylii, lew Leonowi, słupy Aragonii, łańcuch Nawarze. Fundament jedności stanowi Granada - ukochane miasto Boabdila i ostatnia twierdza, którą odzyskać musieli Królowie Katoliccy, by zapanować nad całym półwyspem - ze swym symbolem, jakim jest owoc granatu. W centrum herbu widnieją trzy lilie - znak dynastii z rodu Burbonów-Andegawenów, panującej w Hiszpanii. Królestwo w herbie podkreślone jest nadzwyczaj mocno. Nie ujdzie niczyjej uwadze ogromna korona zwieńczona krzyżem. Do tego bram chrześcijańskiej Europy strzegą dwie olbrzymie kolumny, takie same, jak te stojące po obu stronach Cieśniny Gibraltarskiej. Ale w herbie zdobią je jeszcze wstęgi przypominające nieustannie, jak wielkich rzeczy dla świata dokonali Hiszpanie, a w szczególności Królowie Katoliccy, finansując morską wyprawę Krzysztofa Kolumba na Zachód. Na wstęgach łaciński napis: Plus ultra (wciąż dalej).






           Hiszpanie szli wciąż dalej, zapominając czasami o gorącej potrzebie wolności i niepodległości niektórych narodów i regionów. Dziś coraz rzadziej używają słów rekonkwista czy podój/odkrycie Ameryki. Teraz jest to spotkanie światów. Niech zatem i spotkania Katalończyków z Kastylijczykami, Galicyjczyków z Andaluzyjczykami, Basków z Asturyjczykami będą oparte na wzajemnym zrozumieniu i życzliwości.

        

niedziela, 11 marca 2012

Jak Bradamanta w Granadzie się zbroiła

     

Zbroje Bradamanty


          Jest sobie miasto, a w mieście plac. A na tym placu same cuda i dziwy. Stragany, straganiki. Kramy, kramiki. A na nich zdobne materiały, szale i woale. Bransolety, łańcuszki, korale. Broszki, kolczyki, spinki. Pierścionki, pierścienie, wisiory. Niezliczone kolory i wzory. A wszystko świeci i błyszczy. Wabi i mami, mami i wabi. Miga w oczach, szeleści w dłoniach. Wszystkiego chce się dotknąć, wszystkiego przymierzyć, wszystko posiadać.



Granada, Mirador San Nicolás


          Jest taki plac. A na placu tym zbroją się panny-rycerze. Na placu tym również ostrzyła swą lancę dzielna Bradamante - postać-legenda, kobieta-rycerz. Za jednym dotknięciem swej włóczni zrzucała z konia każdego przeciwnika. Wyszła spod pióra Ariosta, ale na ustach była niemal każdego. Don Quijote o niej marzył, ale ona kochała innego rycerza. Równie mało istniejącego. Nie chcę tu jednak opowiadać o jej miłościach, ale o czymś dla rycerza po stokroć ważniejszym. O rynsztunku. O zbrojeniu się pod murami arabskiej Alhambry. Bo Bradamanta dziwnym trafem znalazła się w Granadzie - ostatnim mieście pod panowaniem muzułmańskim w Europie, więc raczej jej obecność tam dziwić nie powinna.


Granada, Mirador San Nicolás


          Więc Bradamanta zbroiła się w Granadzie. Spędziła tam długie miesiące. W skwarze andaluzyjskiego dnia i przejmująco zimnej górskiej nocy hartowała swą wolę i stal. W Granadzie nabrała szlifu i odkryła swoje zdolności. Efekty są zdumiewające. Zobaczcie sami:



Zbroje Bradamanty

   

Zbroje Bradamanty



Zbroje Bradamanty


      

czwartek, 1 marca 2012

Que difícil es hablar el Español



          Zwykłam mówić, że hiszpański jest językiem przystępnym. Bardzo łatwo zacząć w nim mówić. Przede wszystkim za sprawą otwartości samych Hiszpanów, którzy cieszą się jak dzieci, kiedy zaczyna się do nich mówić w ich języku. Sami nie są raczej w dobrej komitywie z innymi językami, ale przynajmniej się cieszą, kiedy inni próbują mówić po hiszpańsku. Zupełnie inaczej sprawa się ma z francuskim, na którym łamie sobie język prawie każdy początkujący. A i sami Francuzi nie omieszkają okazać swojej dezaprobaty, kiedy powie się do nich coś koślawą francuszczyzną. "Tak, rozumiem, o co ci chodzi, ale nie powiedziałeś tego po francusku" - mówią. Za to Hiszpanie nawet po dwóch słowach uznają cię za wybitnego znawcę ich hispanistę: "Joder, hablas de puta madre" - wykrzykują, a ty skaczesz wniebowzięty i dumny ze swoich zdolności.
          Tak więc mówiłam, że hiszpański jest łatwy. Przynajmniej na początku. Potem schody zaczynają się zwężać, a i ich stromość daje się we znaki. A jeszcze kiedy dojdą dialekty i regionalizmy? A kiedy porozmawia się z Meksykaninem, Kubańczykiem, Kolumbijczykiem, Argentyńczykiem... wtedy naprawdę można tylko westchnąć:
Que difícil es hablar el Español.

 Po tej piosence już nigdy hiszpański nie będzie dla mnie łatwy!







Yo viaje por distinto países,
conocí las más lindas mujeres,
yo probé deliciosa comida,
yo bailé ritmos muy diferentes.
Desde México fui a Patagonia,
y en España unos años viví,
me esforcé por hablar el idioma,
pero yo nunca lo conseguí…

Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil entender el español,
si lo aprendes, no te muevas de región!
Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil es hablar el español,
Yo ya me doy por vencido “para mi país me voy.”

Yo estudiaba el castellano cuando hacia la secundaria,
de excursión de promoción nos fuimos para las Islas Canarias.
En el viaje comprendí que de español no sabía nada,
y decidí estudiar filología hispana en Salamanca.
Terminada la carrera yo viajé a Ciudad de México,
sentía que necesitaba enriquecer mi léxico.
Muy pronto vi que con el español tenía una tara,
y decidí estudiar otros tres años
en Guadalajara.
Cuatro meses en Bolivia,
un post grado en Costa Rica,
y unos cursos de lectura con un profesor de Cuba.
Tanto estudio y tanto esfuerzo, y al final tu ya lo ves:
ESTE IDIOMA NO SE ENTIENDE
NI AL DERECHO NI AL REVÉS!

Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil entender el español,
yo ya me doy por vencido “para mi país me voy.”

En Venezuela compré con mi plata una camisa de pana,
Y mis amigos me decían ‘Ese es mi pana, ese es mi pana!’
Y en Colombia el porro es un ritmo alegre que se canta,
pero todos me miran mal cuando yo digo que me encanta.
Los chilenos dicen cuando hay algo lejos “que esta a la chucha”,
y en Colombia el mal olor de las axilas “es la chucha”,
mientras tanto en Uruguay a ese olor le dicen ‘chivo’,
y el diccionario define al chivo como a una ‘cabra con barbuchas’.
Y cambiando una vocal la palabra queda “chucho”,
y “chucho” es un perrito en Salvador y Guatemala.
Y en Honduras es tacaño, y a Jesús le dicen Chucho,
con tantas definiciones, como se usa esa puta palabra!?
Chucho es frío en Argentina,
Chucho en Chile es una cárcel,
Chucho en México si hay alguien,
con el don de ser muy hábil.
El chucho de Chucho es un chucho ladrando,
y por chucho a Chucho lo echaron al chucho,
el Chucho era frío y lo agarró un chucho
-“Que chucho”- decía,
-“extraño a mi chucho”.

Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil entender el español,
yo ya me doy por vencido “para mi país me voy.”

Comencé por aprender los nombres de los alimentos,
pero fríjol es ‘poroto’ y ‘habichuela’ al mismo tiempo.
Y aunque estaba confundido con lo que comía en la mesa,
de algo yo estaba seguro,
un ‘strawberry‘ es una fresa.
Y que sorpresa cuando en México a mi me dijeron ‘fresa’
por tener ropa de Armani y pedir un buen vino en la mesa.
Con la misma ropa me dijeron ‘cheto’ en Argentina.
-“Cheto es fresa yo pensé”-, y pregunté en el mercado en la esquina:
-“Aquí están buenas las chetas?”-, y la cajera se enojó.
-“Andate a la re (peep) que te remil parió!”
Y -“Fresas, parce”- me dijo un colombiano mientras vió que yo mareado me sentaba en una silla.
-“Hermanito no sea bruto, y apúntese en la mano:
En Buenos Aires a la fresa le dicen frutilla”.
Ya yo me cansé de pasar por idiota
digo lo que a mí me enseñan y nadie entiende ni jota
y si “ni jota” no se entiende pues pregunte en Bogotá.
Yo me rindo, me abro,
me voy pa’ Canadá!
Un ‘pastel’ es un ‘ponqué’, y un ‘ponqué’ es una ‘torta’
y una ‘torta’ el puñetazo que me dio una española en la boca!
Ella se veía muy linda caminando por la playa
Yo quería decirle algún piropo para conquistarla.
Me acerqué y le dije lo primero que se me ocurrió,
Se volteó, me gritó, me escupió y me cacheteó!
-‘Capullo’- yo le dije, porque estaba muy bonita.
y si capullo es un insulto, quien me explica la maldita cancioncita?
(lindo capullo de alelí, si tu supieras mi dolor,
correspondieras a mi amor, y calmaras mi sufri fri fri fri)
Sufrimiento es lo que yo tengo,
y por más que yo me esfuerzo yo a ti nunca te comprendo.
Ya no sé lo que hay que hacer,
para hacerse entender,
y la plata de mis clases no quisieron devolver.

Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición.
Que difícil entender el español,
Yo ya me doy por vencido “para mi planeta me voy.”

En España al liquido que suelta la carne la gente le dice ‘jugo’,
Por otro lado en España al jugo de frutas la gente le dice ‘zumo’.
Me dijeron también que el sumo pontífice manda en la religión,
y yo siempre creí que un sumo era en gordo en tanga peleando en Japón.
Conocí a una andaluza, se llamaba Concepción
Su marido le decía “Concha de mi corazón”.
-“Vámonos para Argentina, le dije en una ocasión”.
-“Yo lo siento pero si me dices ‘concha’ creo que allá mejor no voy.”
-“Pero Concha que te pasa, si es un muy lindo país,
hay incluso el que compara Buenos Aires con Paris.”
-“De mi apodo allá se burlan de la forma más mugrienta
y siempre hay cada pervertido que de paso se calienta”.
Y con tantos anglicismos todo es más complicado
si traduces textualmente no tienen significado:
-“I will call you back”-,
te diría cualquier gringo,
-“Yo te llamo pa trá”-,
te dicen en Puelto Lico!
Y ‘ojos’ es ‘eyes’, ‘ice’ es ‘hielo’, ‘yellow’ el color de la yema del huevo!
‘Oso’ es ‘bear’, y ‘ver’ es ‘see’,
‘Si’ es una nota que en inglés es ‘B’…
Y aparte ‘B’ es una ‘abeja’ y también es ‘ser’,
y ‘Sir’ Michael le decía a mi profe de inglés.
Y el que cuida tu edificio es un ‘guachiman,’
y con los chicos de tu barrio sales a ‘hanguear’.
Y la glorieta es un ‘romboy’,
y te vistes con ‘overol’.
Porqué tiene que ser tan difícil saber como diablos hablar español!?!?
No es que no quiera, perdí la paciencia
la ciencia de este idioma no me entra en la consciencia!
yo creía que cargando un diccionario en mi mochila,
y anotando en un diario todas las palabras que durante el día aprendía,
y leyendo, viajando, charlando, estudiando
y haciendo amigos en cada esquina
y probando todo tipo de comida y comprando enciclopedias y antologías,
YO PENSE QUE APRENDERÍA
Y QUE CON FE LO LOGRARÍA
MIS ESFUERZOS FUERON EN VANO!!!!
Yo creía que hablaría el castellano pero YA NO

Que difícil es hablar el español,
porque todo lo que dices tiene otra definición

“En Chile polla es una apuesta colectiva, en cambio en España es el pene. Alguna gente en México al pene le dice pitillo, y pitillo en España es un cigarrillo y en Venezuela un cilindro de plástico para tomar las bebidas. El mismo cilindro en Bolivia se conoce como pajita, pero pajita en algunos países significa masturbacioncita, y masturbación en México puede decirse chaqueta, que a la vez es una especie de abrigo en Colombia, país en el que a propósito una gorra con visera es una cachucha, y cachucha en Argentina es una vagina, pero allá a la Vagina también le dicen Concha, y Conchudo en Colombia es alguien descarado o alguien fresco, y un fresco en Cuba es un irrespetuoso! YA ESTOY MAMADO!”
-“Pero ‘mamado’ de qué?
Mamado de borracho?
Mamado de chupeteado?
Mamado de harto?
…This is exhausting…”

Yo ya me doy por vencido,
Para mi país me voy!!!