niedziela, 16 czerwca 2013

Radiowe podróże literackie

          
          Zapraszam Was do słuchania audycji Podróże literackie dziś o 21:00 w Radiu Łódź. Autorki blogów septimo-piso oraz szkice hiszpańskim piórkiem opowiadać będę o swojej Hiszpanii.
 http://www.radiolodz.pl/serwis/


   

środa, 12 czerwca 2013

Hiszpańska fiesta według Katarzyny Kobylarczyk


Czasem słowa materializują się. Pisać na blogu, to nie to samo co pisać dla wydawnictwa. Książki pachną, kartki szeleszczą, rękopisy (maszynopisy?) nie płoną. Niechby nawet spłonęły tysiące fallas każdego roku, to słowa o nich zapisane i wydrukowane pozostaną.

Pozostaną zatem słowa o ulotnym pyle z landrynek z Vilanovej, zagojonych już ranach po wielogodzinnych bębnieniach w Calandrze, krwawych ranach na ciele samobiczownika z San Vicente de la Sonsierra, domniemanych meigas w Cervo, po starej tancerce flamenco w karczmie gdzieś między Kartageną a Mazarrón...
Pozostaną również niespełnione nadzieje, stracone złudzenia, zatrute jabłka pożądliwej wyobraźni, nieosiągalne marzenia i niezrozumiałe melancholijne tęsknoty jak choćby te po szatańskim wietrze - tramontanie i niegdysiejszych piaskach i wiatrach Cadaqués. Mimo że el viento satanico po raz ostatni widział Dali, Duchamp, a może Marguez, pewien napis na azulejo w Aledo uspokaja: "Nie pędź, czas się nie kończy". Zawierzmy mu. Zawierzmy słowom, które być może wskrzeszą dla strudzonego wędrowca prawdziwą tramontanę.
Dzięki wnikliwemu oku Katarzyny Kobylarczyk, jej uważnemu uchu i giętkiemu językowi pozostaną jeszcze miliony innych słów o tysiącach niepowtarzalnych wydarzeń. Wydarzeń w miejscach odciętych od świata, z dala od fleszy i błysków obcych najeźdźców. Tam, gdzie z uporem i pasją dociera autorka Pyłu z landrynek, niewielu zawitało. Chociaż tam, gdzie było wielu, ona również postawiła swoje stopy. KK mieszkająca w siódmym niebie na septimo-piso.blogspot.com, dzielnie przemierzająca dzikie i szalone od fiest ziemie iberyjskie już jutro stanie na ziemi łódzkiej, by słowom nadać brzmienie. Bądźcie tam z nami. Posłuchajcie jej słów na wypadek, gdyby (uchroń nas Boże) rękopis miał spłonąć, by móc opowiadać jej historie dalej.
Pozwólcie jednak, że ostrzegę Was nieco, bo "na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę. Ubranie, która można zniszczyć, żadnych łatwopalnych ortalionów, szczoteczka do zębów, twarde buty, aparat fotograficzny, folia do osłonięcia obiektywu. Trzeba być gotowym na tłum, na wielki ścisk, na rozpasane, pijane miasto, na kłęby duszącego dymu, na wybuchy, na jęzory ognia, na potop wody i wina, na wrzask i ogłuszający hałas, na niebezpieczne zwierzęta, na widok krwi. Na niebezpieczeństwo. Na chaos. Tak, chaos - przynajmniej pozorny - jest jakąś cechą wspólną tego wszystkiego".
No to do jutra!
Aha! I nie przychodźcie broń boże nie w porę! "Trzeba być szalonym, żeby przyjechać tu w środku dnia, w świętej porze sjesty. Albo być cudzoziemcem. Cudzoziemcy są szaleni z natury, mają wiecznie rozregulowane zegarki, bozy głupcy, nigdy nie wiedzą, kiedy jeść, kiedy spać, kiedy podróżować".

13 czerwca 2013 r., godz. 19:00, Dom Literatury w Łodzi
 

Pył z landrynek, Katarzyna Kobylarczyk